Bosacki: Na Wiśle mieliśmy przegrać mistrzostwo
dodał: buffu dnia maj.12, 2010 18:48, kategoria Artykuły Tematyczne, Publikacje

Dramaturgia wczorajszego meczu stała na najwyższym poziomie, którego nie powstydziłby się sam Hitchock. (fot. Cyran/Lech24.com)
Niespełna 24 godziny temu rozpoczął się mecz Lecha z Ruchem, a już wszyscy są już myślami przy sobotnim spotkaniu, choć emocje po tym wczorajszym jeszcze nie opadły. Bramka zdobyta w ostatniej minucie meczu to rzecz ponadprzeciętna, ale gdyby wziąć pod uwagę fakt, że na przestrzeni kilkudziesięciu sekund na dwóch stadionach padły dwie, które diametralnie zmieniły obraz i sytuację w ligowej tabeli, można stwierdzić, że to coś niemożliwego.
Wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania w Chorzowie, ale gdy już spojrzymy na czas zdobywanych bramek będziemy wstanie uświadomić sobie jak trudny dla Lecha był to mecz. Ruch potwierdził, że w tym sezonie jest bardzo dobrym zespołem, który zaskoczył chyba wszystkich. Walczący o Ligę Europejską zespół trenera Fornalika wysoko wczoraj postawił poprzeczkę i tanio skóry nie sprzedał.
Każdy mecz, który gramy w Chorzowie jest ciężki. Ostatnio gdy graliśmy na Cichej przegraliśmy, a dzisiaj po ciężkim spotkaniu udało nam się wygrać i to bardzo nas cieszy. Bramka w doliczonym czasie gry bardzo ważna, sprawiła nam wiele radości. Ruch to nie jest słaby zespół i to potwierdził, bo ciężko nam się grało - mówił po zakończeniu spotkania Kuba Wilk.
Bramka zdobyta przez Pulkowskiego w pierwszych fragmentach drugiej połowy była dla Lecha czymś fatalnym. Jednak Kolejorz swoją słabość obrócił w siłę i zrobił to na co jego kibice czekali – zaatakował. Zaprezentował piłkę, które ze świecą szukać można było w pierwszej połowie. Podopieczni Jacka Zielińskiego ruszyli jak rażeni piorunem, nie mieli nic do stracenia.
Trochę desperacko ruszyliśmy do przodu, a Ruch stworzył od razu dwie groźne sytuacje po kontrze. Udało nam się przeszkodzić i kolejna bramka nie padła. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ten mecz trzeba wygrać. Nic innego nam nie zostało. Można było kalkulować, ale od dłuższego czasu nie robimy tego. Niektórzy uważali, że robiliśmy to w meczu z Wisłą, ale stanowczo zaprzeczaliśmy tym doniesieniom. Na Wiśle mieliśmy przegrać mistrzostwo i dzisiaj ten punkt może nam je dać. Kto wie jak potoczyłaby się sytuacja, gdyby tam padł inny wynik – przyznał kapitan Kolejorza, Bartosz Bosacki.
Sławomir Peszko uważa, że bramka, nie ważne kto by ją strzelił, i tak to spotkanie by otworzyła. Pomocnik Lecha mówił po spotkaniu w Chorzowie, że mimo że było to dobre spotkanie jego zespół stać na lepszą grę.
Nie ważne kto by strzelił pierwszą bramkę, ten mecz otworzyłby się. Tak się stało. W pierwszej połowie, choć gra często była przerywana, to nieźle to wyglądało. Stać nas na lepszą grę, taką jak na Śląsku, gdzie prowadziliśmy grę i strzeliliśmy bramkę. Całe szczęście, że tak się stało - podkreślił popularny Peszkin.
Napastnik Kolejorza, który strzelił wczoraj bardzo ważna bramkę, zaznaczył, że fakt trudnego terenu oraz sytuacji w jakiej zespół się znalazł po stracie bramki jeszcze bardziej ich zmobilizował.
Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz. Tym bardziej, że Lech nie wygrał tutaj od wielu lat. My, ostatni mecz tutaj, przegraliśmy 2:0, ale walczyliśmy do końca. Wierzyliśmy, walczyliśmy do końca i nie poddaliśmy się. Dopóki piłka w grze powalczymy, a wczoraj to się opłaciło – mówił Lewandowski.
Lider klasyfikacji strzelców piłkarskiej Ekstraklasy był bohaterem decydującej akcji tego spotkania, która zadecydowała o wyniku mecz. Nie przerwał on gry, gdy na boisku leżał powstrzymywany chwilę wcześniej Piech, i podał do Kriwca, który pokonał bramkarza gospodarzy.
Zasada fair play obowiązuje. Robert zobaczył zawodnika, który już wstał. Graliśmy dalej i udało się strzelić bramkę – ocenił sytuację po spotkaniu Tomasz Bandrowski, który zza linii bocznej obserwował już ostatnie fragmenty meczu.
Z innej perspektywy o tej sytuacji mówi Robert Lewandowski, który był główną postacią tej sytuacji.
Otrzymałem piłkę i widziałem, że zawodnik się podniósł. Spojrzałem i nikt nie leżał na boisku. Gra mogła być kontynuowana i tak zrobiłem. Popatrzyłem, chwilę poczekałem i kiedy wszystko było w porządku graliśmy dalej i to przyniosło efekt - zakończył popularny Lewy.










Maj 12th, 2010 on 20:01
Od przyszłego poniedziałku ostro brać się za transfery!!! ;);)
Maj 13th, 2010 on 13:06
witam ostatni raz aż tak to ciedzyłem sie po bramce z Austrią Wiedeń teraz wyem że następny wybuch tak wielkiej radości będzie w sobotę o 21-szej …MISTRZ MISTRZ KOLEJORZ