Czyżniewski: Większość polskich piłkarzy jest przereklamowana
dodał: buffu dnia gru.21, 2009 12:04, kategoria Wywiady
W Lechu pracował przez trzy lata i choć dzisiaj nie jest związany kontraktem z tym klubem cały czas mamy możliwość obserwowania na boisku jego dokonań. Były szef działu skautingu w Lechu, Andrzej Czyżniewski, zgodził się na rozmowę z Lech24.com w której mówi u polskim rynku transferowym oraz różnicach w pracy pomiędzy Arką Gdynia, a Lechem Poznań.
Jest mi bardzo miło, że pamiętacie o mnie. Traktuję tę wiadomość jako docenienie mojego wkładu pracy w budowę Wielkiego Lecha.
Lech24.com: Tegoroczne transfery Lecha nie zachwyciły. Właściwie tylko Burić i Gancarczyk wywalczyli sobie miejsce w zespole. Prócz nich ściągnięto jeszcze sześciu innych zawodników. Nie uważa Pan, że polityka transferowa Lecha nie rozwijała się tak, jak robił to klub w sferze czysto sportowej?
Andrzej Czyżniewski: Niestety, obecnie proces “budowy” Lecha uległ chyba spowolnieniu, zapewne z różnych istotnych powodów. Wyznaję pewne zasady obowiązujące w profesjonalnym futbolu, obecnie pracuję w innym klubie i ocena jakości transferów przeprowadzonych przez KKS Lech nie leży w zakresie moich kompetencji. W okresie mojej pracy w Lechu decyzje personalne, czyli ruchy transferowe były planowane ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. Tak wyśmiewany przez trenera Smudę Komitet Transferowy odgrywał istotną rolę w wypracowywaniu, oraz realizacji strategii transferowej Lecha. Proszę mi wierzyć, gdyby nie członkowie Komitetu, w Lechu na pewno nie graliby tacy zawodnicy jak Lewandowski, Djurdjević, Arboleda, Bandrowski, Rengifo, Stilić, Peszko. Jestem przekonany, iż obecnie każdy transfer przeprowadzony do Lecha jest wynikiem wnikliwej analizy pod kątem potrzeb zespołu, w oparciu o proces obserwacji wytypowanych zawodników na poszczególne pozycje. Każdy transfer obarczony jest ryzykiem niepowodzenia, ponieważ zależy od wielu czynników. Największe europejskie kluby mają tzw. transfery nietrafione. Istotą problemu jest stosunek procentowy transferów udanych do nieudanych, oczywiście wynik musi być korzystny dla transferów trafionych.
Czy uważa Pan, że wzmocnienie zespołu Tomkiem Jodłowcem za cenę, o której mówi się w prasie jest warte zainteresowania i poziomu prezentowanego przez tego zawodnika?
Bardzo często kwoty transferowe podawane w mediach są wynikiem sprytnych zabiegów menagerów, którzy starają się w ten sposób podbić cenę. Uważam, iż większość polskich piłkarzy jest przereklamowana, a kwoty transferowe są znacznie zawyżone w stosunku do prezentowanego poziomu. Jestem przekonany, że w Polsce jest niewielu zawodników, którzy podpisaliby kontrakty za granicą w wysokości 100 – 120 tys. euro. Przeciętność i średniactwo jest w polskiej piłce zbyt wysoko opłacane. Przyzwolono na dyktat menagerów, którzy oferują usługi przeciętnych graczy za olbrzymie pieniądze. Wielu agentów działających na rynku, po prostu wciska zawodników trenerom, z którymi mają swoje powiązania. W zamian kluby płacą prowizje dla menagerów, czasami w wysokości przekraczającej 50% wysokości kontraktu zawodnika! Całkowite szaleństwo następuje w przypadku tzw. free agent, czyli zawodników którym skończyły się kontrakty lub kończą się za 6 miesięcy. Po odejściu trenera, klubowi niestety pozostają kontrakty, które trzeba realizować, czyli klub musi płacić rachunki. Niestety rozwiązanie kontraktu z powodu znacznego obniżenia poziomu sportowego jest praktycznie niemożliwe. Przepisy są tak skonstruowane, że zawsze zabezpieczają interes zawodnika kosztem klubu. Menager reprezentuje zawodnika, dba o jego interesy, więc dlaczego klub ma płacić prowizję? To zawodnik powinien rozliczyć się ze swoim pełnomocnikiem. W wielu przypadkach nieuczciwi menagerowie pobierają prowizję z dwóch stron, od klubu i od zawodnika! Ten istotny problem będzie w przyszłości uregulowany, ponieważ PZPN został zobowiązany przez władze FIFA i UEFA do wprowadzenia obowiązujących w tym zakresie przepisów. Wielu zawodników trafiło do zespołu Młodej Ekstraklasy w wyniku poszukiwań skautów klubowych, w zakresie skautingu młodzieżowego. Bezwzględnie należy penetrować niższe klasy, chociaż z przykrością muszę stwierdzić, iż poziom w tych ligach obniżył się dramatycznie. Dotyczy to również rozgrywek I ligi.
Warto było szukać zawodników w niższych ligach, skoro w zespole ME również można znaleźć ciekawych piłkarzy?
Istotnym elementem strategii działania klubu jest pozyskiwanie szczególnie utalentowanej młodzieży i wdrożenie jej w klubowy system szkolenia, aby w konsekwencji kilku trafiło do I zespołu. Występy w Ekstraklasie Możdżenia, Szałka, Kamińskiego potwierdzają prawidłowość tego procesu. Do rozwoju talentu potrzeba wiele sprzyjających warunków.
Czym różni się praca w Arce od pracy w Lechu? Ma Pan takie same możliwości?
Nie sposób porównywać warunków, w jakich pracowałem w Lechu, do tych obecnych, w Arce. Podjąłem się tej pracy, znając uwarunkowania – narzekanie nie jest w moim stylu. Poziomy organizacyjne tych dwóch zaprzyjaźnionych klubów różnią się tak samo, jak różnią się wysokością budżetów. W Lechu nabyłem sporo doświadczenia zawodowego, które chciałbym wykorzystać w Arce. W Lechu zbudowaliśmy sprawnie funkcjonujący organizm - dział skautingu. Moim marzeniem było stworzenie takiej struktury organizacyjnej, która będzie działać bez zakłóceń, nawet kiedy poszczególne tryby ulegają wymianie. Budując ten dział opieraliśmy się na doświadczeniach niemieckich klubów. Osobiście uważam, iż stworzyliśmy naprawdę sprawnie funkcjonujący dział o którym większość ligowych klubów może tylko pomarzyć. W Arce nie posiadamy działu skautingu, ani skautów, ale w przyszłości zamierzamy powołać taki do życia. W Lechu moja praca skoncentrowana była tylko i wyłącznie na poszukiwaniu zawodników.
Zamierza Pan wprowadzić w sieć skautingu Arki elementy, które dobrze działały w Lechu, czy na podstawie doświadczenia i błędów jakie popełniono w Poznaniu, zbudować coś znacznie odmiennego?
Teraz mam znacznie więcej obowiązków, zwiększyła się też ilość obowiązków oraz zakres odpowiedzialności. Na zewnątrz funkcja dyrektora sportowego to dobry samochód, markowy garnitur, podróże po kraju i świecie. Rzeczywistość jest całkowicie inna. To ciężka, odpowiedzialna praca, wymagająca ogromnego zaangażowania. Jedno nie ulega jednak zmianie – tak samo ogromne oczekiwania kibiców na satysfakcjonujący poziom gry i sukcesy. Podsumowując, w Arce pracuje o wiele mniej osób niż w Lechu, dlatego wszyscy musimy pracować znacznie więcej i wydajniej.
Czy po podjęciu pracy w Arce, rozważa Pan ściągnięcie do tego zespołu zawodników obserwowanych podczas pracy w Lechu?
Zawsze ceniłem i cenię sobie lojalność wobec pracodawcy. Nie kontaktuję się z moimi byłymi współpracownikami w celu pozyskania informacji. Zawodnicy, których obserwowałem pod kątem przydatności w Lechu, mają określony poziom oczekiwań finansowych, któremu Arka nie jest w stanie podołać, a krajowy rynek piłkarski jest bardzo ubogi. Kilka nazwisk w moich obserwacjach się powtarza, ale jestem przekonany, iż ci zawodnicy nie znajdują się już w orbicie zainteresowań Lecha.
Wesołych Świąt i Niech zwycięża Lech!




Grudzień 21st, 2009 on 12:25
szkoda tylko ze nie odpowiedzial na pytanie jak to sie stało ze Lech zima kupil 6 drewniakow skoro tak wnikliwie ich obserwowano. Mozna nie trafic z 1 no 2 zawodnikami. Ale kupic 6 paralitykow??? I to w jednym oknie transferowym??
Grudzień 21st, 2009 on 12:32
Nie kwestia kupować … tylko umieć wyszkolić i wcielić nowe nabytki do drużyny. Gwarantuje, że sukcesywność transferu wzrośnie, jeżeli poziom szkolenia, przygotowania ewoluuje.