Jak hartować stal?
dodał: Profesor dnia lut.11, 2010 18:31, kategoria Felietony, profesor

Oby piłkarze Lecha wychowywali się z tym herbem w sercu.
W ostatnich dniach niezwykle ucieszyły mnie informacje, że młodzi wychowankowie Lecha otrzymali całą serię powołań do reprezentacji młodzieżowych różnego szczebla.
Dwaj nasi obrońcy, Mateusz Szałek oraz Marcin Kamiński, który z tak dobrej strony pokazał się jesienią w pierwszym zespole, w barwach polskiej drużyny U-19 wzięli udział w turnieju w Hiszpanii. Przemysław Frąckowiak i Wiktor Witt zostali zaproszeni do Grodziska Wlkp. na konsultacje szkoleniowe reprezentacji U-16. W szerokiej kadrze drużyny U-17 znaleźli się Gerard Bieszczad, Szymon Drewniak, Jędrzej Łągiewka i Przemysław Sadowski, a do reprezentacji U-15 powołani zostali Adrian Cierpka, Karol Linetty i Jakub Sobol.
Zeszłoroczne wyniki naszych drużyn juniorskich nie były więc przypadkowe i możemy mieć nadzieję, że powrócą jeszcze czasy, kiedy o obliczu Lecha decydowali jego wychowankowie.
Niestety występy w reprezentacjach młodzieżowych nie zapewniają automatycznie kariery w dorosłym futbolu. W 2006 roku w ówczesnej drużynie U-19 Lech miał aż czterech reprezentantów – Filipa Burkhardta, Arkadiusza Czarneckiego, Artura Marciniaka i Krzysztofa Strugarka. Burkhardt długo tułał się na wypożyczeniach, aż w tym sezonie zasilił słabiutką Arkę Gdynia, gdzie póki co nikogo na kolana nie rzucił. Czarnecki zakotwiczył ostatecznie w drugoligowym Ruchu Wysokie Mazowieckie. Marciniak nie zrobił furory ani w Lechu, ani w Bełchatowie, zaś wiosną będzie próbował zaistnieć po sąsiedzku w Warcie Poznań. Strugarek wreszcie już od kilku sezonów przenosi się z jednego klubu do drugiego, a obecnie reprezentuje barwy Polonii Bytom.
Nie oznacza to zarazem, że ci czterej zawodnicy na ekstraklasę byli za słabi, czy też że brakowało im umiejętności lub talentu. Zwłaszcza w przypadku Marciniaka znajdą się na trybunach tacy, którzy o zmarnowanie jego potencjału do dziś mają pretensje do trenera Smudy. Nie zmienia to faktu, że przeskok między zespołami juniorskimi a pierwszą drużyną nie jest łatwy, i nie każdy jest Robertem Lewandowskim czy Semirem Štiliciem; niektórzy piłkarze po prostu potrzebują pomocy ze strony sztabu szkoleniowego, by odnaleźć się na wyższym szczeblu rozgrywek. Nasz poprzedni trener tego nie potrafił, więc także i za to zapłacił latem głową. Trener Zieliński ma zupełnie inne podejście w tej kwestii — w pierwszym zespole zadebiutowali już Możdżeń i Kamiński; Bieszczad, Szałek, Ratajczak, Drygas i Bereszyński pojechali na zgrupowanie do Belek, a, patrząc na sytuację kadrową Lecha, najbliżsi debiutu wiosną będą Bereszyński i któryś z pary młodych obrońców. Do obecnego trenera Kolejorza można mieć pretensje o wiele, ale za to jedno zasługuje na wielkie słowa uznania.










Luty 11th, 2010 on 21:13
No i nie chcę dziś krakać , ale bardzo prawdopodobne jest, że ten trener zostanie w Poznaniu na kolejne lata. Realizuje to co mu Rutkowski nakazał i już dziś śmiem twierdzić, że jeżeli Lech zagra w pucharach to Zieliński zostaje na bank, mimo , że mistrzostwa raczej nie zdobędzie.
Luty 11th, 2010 on 21:36
w piłce inwestycja w gracza nie zawsze musi się zwrócić. Przykładem jest choćby p. Juskowiak. Niby coś osiągnął, ale w sumie w europejskiej piłce nie zaistniał. W klubie gra wielu juniorów i dobrze gdy choć 1-2 z tej sporej liczby „łapie” się do kadry 1 zespołu. Ot „procentowe wykorzystanie swoich kadr” plącze się koło ułamka procenta. Również w klubach pokroju Barcelony czy Arsenalu, gdzie o sile decydują zawodnicy kupieni. Dlaczego zatem ten „juniorski biznes” się opłaca ?. Kibice mają gdzie lokować swoje pociechy, rosną późniejsi kibice, sędziowie, trenerzy. Jest nikła nić wiążąca klub ze środowiskiem, gdy „nasi” juniorzy coś wygrają. Bo prawdą jest że o sile klubu decydują „pracownicy najemni” , którzy pograją 2-3 sezony i znikają. Dobrze jak z korzyścią materialną dla klubu.