KKS Lech Poznań

Jose Maria Bakero po meczu w Lidze Europejskiej

dodał: dnia lut.24, 2011 23:59, kategoria Aktualności

Jose Mari Bakero

Po meczu Ligi Europejskiej pomiędzy Lechem a Bragą w programie Polsat Futbol Mateusz Borek zadawał pytania trenerowi Lecha Jose Marii Bakero. Opowiada o zdobytym doświadczeniu oraz o tym, że będzie mógł indywidualnie popracować z zawodnikami.

O meczu:

Oczywiście że w Europie są same mocne drużyny. Sporting jest na pewno mocną drużyną. My weszliśmy w ten mecz pozytywnie ze strzałem. Później niestety Sporting strzelił bramkę. Druga bramka ewidentny spalony i druga połowa tak jak wyglądała

O ustawieniu:

To nie jest kwestia ustawienia pozycji zawsze są rzeczy pozytywne, są rzeczy negatywne i to było po prostu te ustawienie to było ustawieni które mi się podobało i to mi ma się podobać ustawienia. Dlatego tak wyglądało ustawienie

O górnych piłkarz na Stilicia:

Wiadomo że jak się przegrywa to poźniej nie podoba się nic. Ja tu nie będę osądzał indywidualnie zawodników. Było tak jak było i to moja decyzja. Ja wole żebyście mnie krytykowali za robienie rzeczy. Nie robie rzeczy żeby czuć się dobrze. Robie to bo myślę, że drużyna w tym meczu potrzebuje takich ustawień a nie innych.

O jakości zawodników na poszczególnych pozycjach:

Jest to dobra drużyna w zeszłym roku była w Intertoro. Nam brakuje troszeczkę doświadczenia i tu bym upatrywał braku w szczegółach.

 

Przepisane ze słuchu z programu pomeczowego na kanale Polsat Futbol.


1

2 Napisano komentarzy

UWAGA: Obraźliwe komentarze, wulgaryzmy oraz nie wnoszące nic do dyskusji wpisy będą usuwane! Prosimy o nie używanie drukowanych liter bez powodu. Nie ograniczamy wolności. Jedynie staramy się utrzymać poziom dyskusji.
  • janusz46

    Bredzi debil! Drużyna nie jest po to żeby jemu podobało się ustawienie tylko żeby wygrywać ! Niech kupi sobie piłkarzyki i tam niech mu się podoba ustawienie . Z Lecha won natychmiast!

  • Nei

    Wkleję tu kilka akapitów z Weszło.com, bo myślę że warto:

    „…

    Stilić w ataku, Rudnevs na lewej pomocy… Dobry piłkarz poradzi sobie „jakoś” na każdej pozycji. Można wystawić Roberta Lewandowskiego na prawej pomocy, a Jakuba Błaszczykowskiego w ataku i „jakoś” zagrają. Można było rzucić kiedyś Deynę na skrzydło i Gadochę do środka i „jakoś” by się zaprezentowali. Albo ze świeższych przykładów – można było wstawić Leszka Pisza do ataku, a Wojtka Kowalczyka na bok pomocy. I też „jakoś” dociągnęliby do ostatniej minuty. Sęk w tym, że nie ma być „jakoś”, tylko ma być najlepiej. Taktyka powinna być tak dobrana, żeby wyeksponować plusy, a gdzieś schować minusy. Każdy piłkarz powinien czuć się na swojej pozycji maksymalnie komfortowo.

    Czy Rudnevs czuje się komfortowo w pomocy? Nie. A Stilić w ataku? Tym bardziej nie.

    Ustawienie Lecha było bezsensowne, bo w jednym z najważniejszych spotkań piłkarze zagrali na pozycjach, na których nie grali nigdy wcześniej, nawet w sparingach. Ktoś tu widzi sens? Ktoś widzi logikę? Czasami aż nam głupio krytykować Bakero, bo to żywa legenda futbolu, ale może legendą jest między innymi dlatego, że nie trafił nigdy na trenera, który wymieniłby go pozycjami z Romario…

    Ale nie chcemy tu skupiać się na Bakero, bo przy innym szkoleniowcu ten dwumecz mógł się skończyć dokładnie tak samo. Po prostu piłkarsko zawodnicy „Kolejorza” odstawali. I tyle. Szczegóły są ważne, ale zazwyczaj w futbolu wszystko sprowadza się do jednego: która drużyna ma większą liczbę dobrych piłkarzy. Większą ma Braga. Nawet ta zdziesiątkowana. Przykre to, ale prawdziwe.

    Co nas natomiast niesamowicie irytowało…

    Po pierwsze – pieprzenie o „braku świeżości”. Pewnie wielu z was uczyło się angielskiego poprzez czytanie artykułów o angielskiej piłce, czy słuchanie angielskich komentatorów. Ale tam coś takiego jak „brak świeżości” nie funkcjonuje. Ktoś wie, jak jest „brak świeżości” po angielsku? Ktoś trafił na takie sformułowanie przy okazji tekstów o futbolu? Nie mówią o tym Anglicy, Włosi, Hiszpanie, Francuzi. Czy czytaliście kiedykolwiek wywiad z piłkarzem zagranicznego klubu, który powiedziałby, że brakowało mu świeżości? Nie. To nowomowa, wtłaczana nam do głów przez polskich zawodników i przede wszystkim dziennikarzy. Piłkarz nie ma być świeży. Piłkarz ma być – jak to mawia Łobodziński – „zajebany”. Maratończyk nie biegnie ostatnich 10 kilometrów na luzie, Kliczko nie boksuje na luzie dwunastej rundy, a Otylia Jędrzejczak na luzie nie płynie (nie pływała) ostatnich dwudziestu metrów. Zmęczenie jest częścią sportu, a ekstremalne zmęczenie to część sportu na najwyższym poziomie. Różnica jest taka, że słaby i zmęczony piłkarz jest znacznie bardziej nieporadny niż dobry i zmęczony piłkarz. Wolniej myśli, wolniej podejmuje decyzje, wolniej kopie. I tyle.

    Przestańmy więc ciągle usprawiedliwiać każdą porażkę brakiem świeżości, bo sprowadza się to zawsze do jednego wniosku: gdyby był inny trener, to na pewno byśmy wygrali. Z Zielińskim Lech by przeszedł Bragę, ze Smudą Liverpool, z Kasperczakiem Sewillę, a na koniec – z Kaczmarkiem – wygrał całą Ligę Europy. Gówno prawda. Gówno prawda…

    Po drugie – o co Romanowi Kołtoniowi chodzi z tym Krzysztofem Kotorowskim? „Kotor” mu opylił samochód z komisu swojego brata, czy co? Byle jaką piłkę złapie bramkarz Lecha, a komentator Polsatu dostaje orgazmu. Ewidentnie zawalił gola, a Kołtoń mówi: „Kotorowskiego winiłbym najmniej”. To są jakieś kpiny? Kotorowski nigdy nie był i nigdy nie będzie bramkarzem wysokiej klasy, o czym wie każdy trener, który chociaż przez pięć minut go prowadził. To dobry materiał na rezerwowego, bo zna swoje miejsce w szyku i nie przychodzi na treningi podpity, nawet jak przez rok nie powącha murawy, ale jeśli chodzi o zalety – tak z grubsza, to by było na tyle.

    A Kołtoń winiłby Kotorowskiego najmniej… Jeśli za rok spytacie nas, co nam się kojarzy z grą Lecha w Lidze Europy, to odpowiemy, że ten piskliwy wrzask „Kotorowski!!!”. Koszmar. Po prostu koszmar.

    Po trzecie – pora sprostować PR-owską bzdurę, wymyśloną po to, by otumanić kibiców. Ubiparip nie kosztował 700 tysięcy euro, ale 250 tysięcy, czyli milion złotych. Mniej więcej tyle samo działacze „Kolejorza” wydali na Krzysztofa Chrapka, kimkolwiek jest Krzysztof Chrapek. Fajna jest też ta legenda o tym, jak Prosinecki zachwycał się Ubiparipem. Jak śpiewał Kazik: „To nie moje są słowa, to jest legenda ludowa”.

    Po czwarte – w Bradze najgorzej zagrali Djurdjevic, Injac, Wołąkiewicz i Kotorowski, dalej Arboleda (Bosacki miał pecha – grał zdecydowanie lepiej od Arboledy, ale popełnił fatalny błąd). Zachwycanie się, że Kiełb po wejściu na boisko jest widoczny, to nieporozumienie. Był widoczny, bo ciągle wchodził w drybling i w efekcie za każdym razem tracił piłkę. Idąc tym tropem – gdyby wysikał się na środku boiska, byłby jeszcze bardziej widoczny, bo pokazałyby to wszystkie telewizje świata. Ale nie o to przecież chodzi.

    I to by było na tyle. Nie ma co się znęcać nad Lechem – przegrał i tyle. Taki jest sport. Ktoś przegrywa. Lechu, dzięki za jesień. Dzisiaj było do dupy, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Teraz stadion w Poznaniu, zamiast znanych, europejskich drużyn, będzie odwiedzać już tylko CBA.”

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formualrza:

Nadal nie możesz znaleźć tego co szukasz? Pozostaw komentarz w poście lub skontaktuj się z nami. Zajmiemy się tym!

Wszelkie nazwy, znaki towarowe i firmowe zawarte na stronie są własnością ich właścicieli i zostały użyte na portalu Lech24.com wyłącznie w celach informacyjnych. Lech24.com nie ponosi odpowiedzialności za treść umieszczanych komentarzy.

Reklama - Polityka prywatności - Wszystkie prawa zastrzeżone 2010. Projekt i wykonanie Webpack.pl