Komentarz: Przed nami Europy bramy
dodał: Profesor dnia lip.12, 2010 18:55, kategoria Felietony, profesor
Ciężko jest być kibicem Kolejorza w roku 2010. Sportowo przyszło nam przeżywać prawdziwą huśtawkę nastrojów, od całkowitego załamania po remisie z Wisłą, kiedy to sam popełniłem kapitulancki z perspektywy czasu komentarz o kolejnym zmarnowanym sezonie, po totalną euforię w meczach z Ruchem i Zagłębiem.
Na Bułgarskiej rośnie nam w oczach piękny i nowoczesny stadion, lecz radość z niego mącą nam zakulisowe spory związane z wyborem operatora obiektu, poszukiwaniem źródła sfinansowania robót wykończeniowych oraz wychodzącymi na światło dzienne niedoróbkami. Kadrowo udało się nam zatrzymać w klubie Sławka Peszkę, dobrze sprzedać Lewandowskiego, sprowadzić obiecującego Kiełba i doświadczonego Wichniarka, a jednak obiecywano nam o wiele więcej, więc nie sposób pozbyć się uczucia niedosytu, by nie powiedzieć rozczarowania.
Jaki więc jest Lech A.D. 2010 w przeddzień meczu z Interem Baku? Do tej pory mogliśmy śmiało mówić, że w każdy kolejny sezon wchodziliśmy mocniejsi, z większymi ambicjami i większą wiarą w ich realizację. Czy dzisiaj jest podobnie?
O kadrze Kolejorza napisano już tak wiele, że aż nie chce mi się po raz kolejny wracać do tego samego tematu. Brak klasowych wzmocnień jest faktem, brak klasowych zmienników na dwóch newralgicznych pozycjach — środkowego obrońcy i napastnika — również. Pod tym względem wyraźnie przegraliśmy rywalizację z czołowymi klubami naszej ekstraklasy. Z drugiej strony poza Lewandowskim i Tanevskim z pierwszego zespołu nie odszedł żaden liczący się zawodnik, w ostatniej chwili ktoś w zarządzie poszedł po rozum do głowy i przedłużył kontrakt z Henriquezem, i zgranie zespołu na pewno działać będzie na naszą korzyść. Nawet najmocniejszy na papierze skład musi się przecież dotrzeć; jeśli mi nie wierzycie, zapytajcie kibiców z Zabrza albo Wodzisławia Śląskiego. Jako że nasi juniorzy starsi drugi rok z rzędu odnoszą sukcesy na szczeblu centralnym, a trener Zieliński nie boi się po nich sięgać, rozwiązaniem naszych problemów kadrowych może być utalentowana młodzież.
Równie niejednoznacznie ocenić można nasz sztab szkoleniowy. Trudno negatywnie oceniać człowieka, który zdobył mistrzostwo Polski, a w osobie Pawła Primela doczekaliśmy się najwyraźniej kolejnego po Woźniaku świetnego fachowca od szkolenia bramkarzy. Z drugiej strony odejście trenerów Rumaka i Cyraka może budzić niepokój co do losów szkolenia juniorskiego w klubie. Do tego dochodzi scouting, który po rozstaniu z Andrzejem Czyżniewskim wyraźnie stracił na rozmachu, i stanie się jasne, że zatraciliśmy gdzieś dynamikę, jaką Lech charakteryzował się jeszcze parę lat temu.
Ostatnim problemem, który znienacka przebił się do świadomości przeciętnego kibica, jest kwestia stadionu. O wiceprezydencie Frankiewiczu można było mieć różne zdanie, ale klub miał w nim wielkiego sojusznika we władzach miasta. Odkąd go zabrakło, zaczęło się zamieszanie związane z finansowaniem budowy stadionu, jej dodatkowymi kosztami, próbami przerzucenia ich na klub, aż zdenerwowani działacze Lecha po raz pierwszy za mojej pamięci zaczęli otwarcie napomykać o ewentualności wyprowadzki z Bułgarskiej czy nawet postawieniu przez Kolejorza własnego stadionu. Wokół tej budowy narosło wiele niedomówień i najbliższe miesiące na pewno nie tylko na termometrach będą gorące.
Co z tego wszystkiego wynika? Ano, powiedziałbym, że majowy sukces był dla nas wszystkich pewnym zaskoczeniem. Ani kibice, ani miasto, ani klub nie były nań do końca przygotowane, czego efektem były zawirowania kadrowe, nieudana póki co sesja transferowa, czy standardowe w Polsce próby podpięcia się pod ten sukces przez różne nie do końca życzliwe klubowi środowiska. Na całe szczęście już we wtorek to wszystko schodzi na drugi plan i znów liczyć się będzie tylko piłka nożna. Niech zwolennicy i wrogowie Pogo, wuefisty, Wybiórczej, dziadów z lasu, Grobelnego oraz wszystkich pozostałych dyżurnych tarcz strzeleckich zasiądą przed telewizorami z zimną Warką w dłoniach, kibicując naszej drużynie, tak by z dalekiego Baku przywiozła jak najlepszy wynik. Czekaliśmy na ten dzień długie siedemnaście lat, nie zepsujmy go sobie debilnymi kłótniami.











Lipiec 12th, 2010 on 19:21
Jaki motyw miało pogrubienie nazwiska Grobelnego?
Lipiec 12th, 2010 on 19:57
Ekhm, takie samo jak wszystkich innych nazwisk?
Lipiec 12th, 2010 on 20:36
tak jutro bedzie sie liczyla pilka nozna i jestem dobrej mysli, w calym tym zgielku transferowym, rozczarowaniem brakiem wzmocnien zapomnielismy o naszych pilkarzach, ktorzy zdobyli MAJSTRA, odszedl tylko albo az lewandowski a wszyscy inni sa i sa dobra druzyna i bedzie dobrze
Lipiec 12th, 2010 on 21:40
„Manuel Arboleda podczas dzisiejszego treningu musiał wcześniej opuścić boisko. Obrońca Kolejorza poczuł ból mięśnia czworogłowego nie mógł kontynuować ćwiczeń i niewykluczone, że nie będzie mógł zagrać z Interem”
Tak. Ilu mamy środkowych obrońców, którzy mogą go zastąpić?
Lipiec 12th, 2010 on 21:50
obyy Maniek był gotowy, ale na siłe nie musimy go wciskać. Lepiej, żeby był w pełni sił na rewanż niż ma się nabawić jakiegoś poważniejszego urazu. Są dwa warianty zastąpienia Mańka. Pierwszy to Ivan Djurdjević a drugi to przesunięcie do środka Wojtkowiaka i wystawienie na prawą obrone Marcina Kukita .
Lipiec 12th, 2010 on 21:50
moze zagrac ivan djurdjevic albo mozna przesunac wojtkowiaka z prawej i wtedy grac kikutem
Lipiec 13th, 2010 on 09:40
Zespół myślący o fazie grupowej nie może kombinować w taki sposób; my musimy mieć trzeciego dobrego środkowego obrońcę! A jeśli dzisiaj Bosy zje zepsutego arbuza i mecz spędzi w azerskiej ubikacji?
Lipiec 13th, 2010 on 11:15
to bedziemy grali kikut wojtkowiak djurdjevic gancarczyk
Lipiec 13th, 2010 on 11:15
dla mnie djurdjevic jest juz stoperem :)