Mirosław Okoński: „Tak, jak Okoń, wiązać kokardki lewą nogą”
dodał: Paulina dnia sty.01, 2010 14:06, kategoria Biografie

Mirosław Okoński do dziś, dla wielu, jest najlepszym piłkarzem Lecha w jego historii. (fot. lechpoznan.pl)
Wiele można o nim powiedzieć, zarówno tego dobrego, jak i złego, jednak nikt nie zaprzeczy, że Mirosław Okoński to bez wątpienia postać nietuzinkowa. Takiego zawodnika w Lechu już zapewne nie będzie – nie kwestionowany talent i wybitny pod względem techniki. Mimo upływu lat, o Okoniu nikt nie zapomniał i zapewne przez następne lata również się tak nie stanie. Nadal dla wielu jest piłkarskim autorytetem i niejeden młody piłkarz marzy, by pójść tą samą ścieżką co on. Zapraszamy do zapoznania się z biografią Mirosława Okońskiego.
Urodził się 8 grudnia 1958 roku, i jak wielu twierdzi, gdyby nastąpiło to w innym czasie, bez wątpienia miałby szansę być najlepszym piłkarzem świata. Właściwie już jako dziecko był skazany na sukces. Swój talent szlifował w Gwardii Koszalin i to właśnie tam, jako młodzieniec zdobywał najwięcej bramek na różnych turniejach.
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Mając dziewiętnaście lat trafił do Lecha i już w swoim pierwszym sezonie był siłą napędową poznańskiej drużyny, a opuścił tylko jeden ligowy mecz. W efekcie strzelił siedem bramek i mógł cieszyć się z brązowego medalu Mistrzostw Polski.
W kolejnym sezonie miał nieco słabszą formę, ale spotyka to praktycznie każdego młodego zawodnika. Wtedy też pojawiła się oferta z Francji. Pamiętajmy jednak, że były to inne czasy i przepisy były również bardziej wyostrzone, a piłkarze mogli wyjeżdżać dopiero po osiągnięciu określonego wieku.
Jakby tego było mało, Okoń musiał odbyć jeszcze służbę wojskową, ale już jako piłkarz Legii. Tam też od razu stał się czołowym zawodnikiem drużyny i świętował w Warszawie dwa razy Mistrzostwo Polski. Zapewne w dzisiejszych czasach, kibice nie byliby w stanie wybaczyć piłkarzowi swojego klubu gry w warszawskiej drużynie. Jednak i tu potwierdza się, jak wiele Okoński znaczył dla Poznania, bo po przeprosinach w przerwie meczu i wyjaśnieniu sytuacji kibicom, uraza zniknęła.
Powrót do stolicy Wielkopolski to kolejny fantastyczny okres w karierze Mirosława Okońskiego. To właśnie sukcesy z tamtego okresu nie pozwalają o nim tak po prostu zapomnieć. Dwa Mistrzostwa Polski, dwa zdobyte Puchary Polski, a także korona króla strzelców, to sukcesy, które Okoń starannie wypracował dla Lecha.
W wieku 28 lat (dopiero) wyjechał za granicę, co dzisiaj wydaje się absurdalne. Jednak, jak już wspomniałam, czasy były inne. Poprzeczka zawieszona była wysoko, bo przejście do czołowego niemieckiego klubu HSV Hamburg, było ogromnym wyzwaniem.
Jednak popularny Mundek nie miał żadnych problemów. Nadal szedł, jak przysłowiowa burza. 62 mecze i 15 strzelonych bramek oraz drugie miejsce w kraju i krajowy puchar. Mało tego, Okoń został w Niemczech najlepszym zawodnikiem z zagranicy, a niewiele zabrakło, żeby został też najlepszym zawodnikiem ligi. Wyprzedził go tylko Uwe Rahn.
Kolejnym przystankiem w jego karierze było greckie AEK Ateny. I tutaj Okoń nie zawiódł, bo z drużyną wracającą po długiej przerwie do gry w ekstraklasie wywalczył oczywiście mistrzostwo kraju. Do triumfu Greków doprowadził właśnie Okoński, i tu także słów podziwu pod jego adresem nie brakowało, bo utytułowano go najlepszym piłkarzem ligi.
Cztery bramki w osiemnastu spotkaniach to dorobek w kolejnym greckim klubie, czyli Corinthosie. To był już początek końca kariery Okońskiego.
Po raz trzeci wrócił do Lecha, rozgrywając kilka spotkań. Potem grywał jeszcze w Olimpii Poznań, w niemieckim Aspro Elmhorn, oraz Astrze Krotoszyn i Lipnie Stęszew. Powrócił też tam, gdzie wszystko się zaczęło, czyli do Gwardii Koszalin.
Oczywistym powinien być fakt, żeby tak utalentowany piłkarz stanowił o sile reprezentacji kraju. Jednak w przypadku Mirosława Okońskiego, kariera w koszulce z orłem na piersi nie jest udana. Mundial 1978 ominął go z powodu kontuzji, a na kolejny nie dostał powołania. Jak sam twierdzi, niewykorzystanie go w kadrze to wina i strata trenerów.
Przykład Mirosława Okońskiego bardzo przypomina bohatera noweli Roberta Louisa Stevensona, gdzie Doktor Jekyll, kryje w sobie drugą, zupełnie inną osobowość, czyli pana Hyde`a. Podobnie jest z Okońskim, o tyle jednak, że nasz bohater nie morduje niewinnych staruszków, to kryje w sobie dwa odmienne charaktery.
Na boisku Mundek to walczący, zaangażowany zawodnik z niesamowitą lewą nogą, potrafiący obrócić wokół siebie pięciu obrońców, nie widzący świata poza piłką. Gdziekolwiek by się nie pojawił od razu stawał się gwiazdą drużyny i rozkochiwał w sobie kibiców.
Poza boiskiem Okoń tak, jak każdy wielki piłkarz uwielbiał rozrywkowe życie. Mówi się, że gdy Okoński się bawił, bawiło się całe miasto. Potrafił „balować” całą noc przed meczem, by potem upokorzyć przeciwną drużynę strzelając im kilka bramek.
Zawsze szedł pod prąd. Był niepokorny, ale i jego spotkała kara za nieodpowiedzialność. Wiele w życiu stracił. Jednak, jak to w życiu bywa, pieniądze i zabawa kiedyś się kończą. Mirosław Okoński nie jest już królem świata, stracił majątek i wielu przyjaciół, jest normalnym człowiekiem. Jednak, gdy wchodził kilkanaście lat temu na boisko, wszystko inne przestawało się liczyć. To właśnie sprawia, że kibice zawsze będą go uwielbiać!










Styczeń 2nd, 2010 on 16:30
Walczący na boisku nie był nigdy,bo przeważnie krótko przed meczem wracał z baletów.Często przez 88 min.,by w 89min.samemu rozstrzygnąć mecz.W latach 80-tych chodziło się nie na Lecha,a na Okonia.Miałem to szczęście.W reprezentacji nie grał,bo nikomu nie lizał dupy,tak jak W.Smolarek,który też był lewonożny.Nie mniej dla mnie Okoń zawsze będzie najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki.