Podsumowanie: Trójka liczbą obozu…
dodał: Sito dnia lut.07, 2010 20:00, kategoria Aktualności

Podsumowanie obozu w Hiszpanii.
Zgrupowanie Lecha w La Mandze to pierwszy obóz, na którym piłkarze przygotowywali się przed rundą wiosenną. Oprócz niezwykle ciężkiej pracy na treningach brali udział w turnieju La Manga Cup. Niestety nadrobienie braków w treningach, spowodowanych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi w Polsce nie było zbyt łatwe. Czy mimo wszystko udało im się to? Czas na krótkie podsumowanie całego wyjazdu Lechitów.
Po dziesięciodniowym zgrupowaniu Lechici 3 lutego wrócili do Poznania. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy, zwycięstw czy osiągnięć piłkarzy. Niebiesko biali mieli okazję zmierzyć się z 4 zespołami Odd Grenland, Valerenga, Tromso i Red Bulls New York.
Lechici już w pierwszym spotkaniu mogli cieszyć się z wygranej, gdzie pokonali Odd Grenland, choć dopiero w rzutach karnych 5:4. W tym meczu sędzia zmuszony był pokazać żółte kartki dwóm piłkarzom Lecha - Bereszyńskiemu i Wojtkowiakowi. W meczu Lechici pokazali swoją klasę, lecz w niektórych momentach było widać braki spowodowane małą ilością treningów z piłką. Na sporą uwagę zasługują po tym meczu Bereszyński, Drygas, Kriwiec oraz bramkarz Kolejorza – Jasmin Burić.
W pierwszej połowie spotkania dobrze przeprowadzonymi akcjami zabłysnęli również Štilić, Zapotoka i Mikołajczak. Sporo pracy podczas meczu miał Dimitrije Injać, gdzie w środkowej strefie boiska musiał dzielnie walczyć z rywalem. W drugiej połowie dobrze zaprezentował się Mikołajczak, który uderzył futbolówkę z 14 metrów wprost do siatki bramki, ale niestety gol nie został uznany. Sędzia dopatrzył się faulu na Fevangu podczas walki o piłkę. Od 59 minuty na boisku zaczął wykazywać się również Sergiej Kriwiec. O piłkę i gola przez 90 minut meczu walczyli Wojtkowiak, Bosacki, Henriquez oraz Injać.
Już 5 dni po wygranej, Lech miał okazję zmierzyć się w meczu towarzyskim z New York Red Bulls. Niestety Lechitą nie poszło tak dobrze, jak w poprzednich meczach. Spotkanie zakończyło się przegraną 0:1. Krzysztof Kotorowski w 42 minucie pozostał bez jakiejkolwiek szansy obrony futbolówki.
Po przerwie nie zobaczyliśmy, aż 9 zawodników! Jacek Zieliński dał szansę zagrania całych 90 minut jedynie Możdżeniowi i Tanevskiemu. Możdżeń widoczny był na boisku przez cały mecz i starał się za wszelką cenę umieścić piłkę w siatce. W tym meczu na boisku dominowali piłkarze Lecha. W pierwszej połowie Kriwiec, Możdżeń oraz Cueto najczęściej starali się zagrać piłkę w pole karne, po dokonanych zmianach o gola wszelkimi siłami walczyli Szałek, Henriquez, Bereszyński, Štilić oraz Peszko, z którego upilnowaniem mieli sporo problemu obrońcy rywali.
Warto też zwrócić uwagę na znakomitą postawę Zapotoki, który dobrze „dyrygował” pierwszą częścią spotkania. Sędzia nie był zmuszony ani razu wyciągać żółtego kartonika w kierunku piłkarzy.
Drugi mecz był zdecydowanie najlepszym widowiskiem. Po 90 minutach gry z Valerengą Oslo było 1:1, Lech jednak wygrał w rzutach karnych 5:4 a piłkarzami wykonującymi jedenastki byli Bosacki, Injać, Zapotoka, Lewandowski, Peszko.
W tym spotkaniu, już od pierwszych minut, podopieczni Jacka Zielińskiego narzucili swój styl gry. Całego spotkania nie mieli okazji zagrać Djurdjević, Kriwiec oraz Štilić, który zeszli z boiska w drugiej połowie meczu i zostali zmienieni przez Tanevskiego, Bereszyńskiego i Zapotokę. W meczu klątwa zawisła nad Robertem Lewandowskim, któremu mimo wszelkich starań nie udało się strzelić gola, ponieważ był on powstrzymywany przez rywali, czego sędzia trzykrotnie nie zauważył.
W meczu dominowali Lechici a na ich czele przede wszystkim Siergiej Kriwiec. W drugiej połowie na boisku znacznie przyspieszyli grę Lewandowski, Bereszyński i Zapotoka. Był to też kolejny bardzo dobry występ Krzysztofa Kotorowskiego mimo tego, że nie udało mu się obronić piłki w 77 minucie, doskonale bronił podczas reszty meczu oraz w rzutach karnych.
Ku zdziwieniu był to kolejny mecz, w którym sędzia nie przyznał żadnemu piłkarzowi kartki.
Trzeci i zarazem ostatni mecz rozgrywany z udziałem Lecha podczas La Manga Cup okazał się równie szczęśliwy, jak dwa poprzednie. Spotkanie z Tromso Idrettslag skończyło się remisem i kolejnymi jedenastkami, w których Lechici pokonali rywala 7:6. A strzelcami bramek w rzutach okazali się Injać, Stilić, Kamiński, Cueto, Możdżeń, Djurdjević, Burić.
Na początku meczu piłkarze Lecha pozwolili rywalowi narzucić styl gry oraz tempo. Na listę strzelców udało się wpisać Kriwiecowi i Lewandowskiemu.
W ostatnim meczu miał okazję zabłysnąć również Manuel Arboleda, który wszedł w 62 minucie za Bartosza Bosackiego. Mimo bardzo długiej przerwy w grze, starał się dyrygować obroną Kolejorza.
Swój talent pokazał również Bereszyński, Szałek oraz Zapotoka. W pierwszych minutach o piłkę dzielnie walczył Štilić. Żaden piłkarz nie został ukarany za jakiekolwiek przewinienie. Trener Jacek Zieliński w spotkaniu dokonał 6 zmian.
Warto zwrócić uwagę na postawę Buricia, który bronił swoją drużynę przed utratą bramki i w większości przypadków udawało mu się. To właśnie on, wykonując ostatni rzut karny zdecydował o tym, że Lech wygrał to spotkanie.
W Hiszpanii Lech miał szczęście do trójek – wygrał TRZY mecze, choć dopiero po rzutach karnych, i z TRZEMA punktami wylądował na TRZECIM miejscu. w meczach zdobył także TRZY bramki. W La Manga Cup tylko dwóch piłkarzy zostało ukaranych żółtymi kartkami.
W rundzie wiosennej z pewnością mają szansę debiutować tacy piłkarze jak np. Zapotoka, Kriwiec, Peszko, Możdżeń czy Mikołajczak, których podczas każdego meczu było „pełno” na boisku i pracowali na zwycięstwo Lechitów. Jeśli chodzi o bramkarzy zarówno Krzysztof Kotorowski, jak i Jasmin Burić „błyszczeli”, lepszy jednak w obronie okazał się Kotor.
Dla Lecha bramki strzelali Kriwiec, Lewandowski oraz Injać.









