Transferowe podsumowanie cz. 2
dodał: kurupt dnia wrz.02, 2010 18:57, kategoria Artykuły Tematyczne, Felietony, Publikacje
Druga część felietonu traktować będzie o zakupach, które poczynił Lech w minionym okienku transferowym. Niestety, działacze „Kolejorza” nie popisali się. Były do dyspozycji duże pieniądze. Była szansa na jeszcze większą kasę za grę w Lidze Mistrzów. Prezesi nie chcieli jednak zainwestować w klasowych piłkarzy, by potem zarobić dużo więcej, bo mowa tu o ok. 7 mln euro za grę w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie.
Zaczęło się wszystko od wypowiedzi prezesa Rutkowskiego, który zapewnił kibiców, że klub nie interesuje się pozyskaniem ani Artura Wichniarka, ani Macieja Żurawskiego. Sęk jednak w tym, że… „Wichniar” niedługo potem zawitał na Bułgarską. Rodowity poznaniak odszedł z Herthy Berlin po wygaśnięciu kontraktu. Media sugerowały, że „Król Artur” pozostanie w stolicy Niemiec, ale będzie grał w Unionie Berlin.
Stało się jednak inaczej. Jedyną, jak do tej pory, bramkę dla Lecha w tym sezonie Wichniarek zdobył w wyjazdowym spotkaniu z Interem Baku. Napastnik grał już wcześniej w „Kolejorzu” w latach 1992-95, a także w 1997 roku. Wystąpił wtedy w 65 meczach i zdobył 4 gole, by zimą 1997 przenieść się do Widzewa Łódź, gdzie grał do końca rundy jesiennej w 1999 roku. Dzięki 28 golom zdobytym w 57 spotkaniach „Wichniar” został zauważony przez działaczy Arminii Bielefeld i tam też się przeniósł.
To właśnie w tym klubie zyskał przydomek „Król Artur”, a to dzięki golom, które wyciągnęły Arminię z 2. Bundesligi. Do lata 2003 Wichniarek strzelił 50 goli w 101 meczach, po czym przeszedł do Herthy Berlin. To był błąd, ponieważ w stołecznej drużynie piłkarz zupełnie stracił blask i po trzech sezonach wrócił do Bielefeld. Tam odbudował formę zdobywając kolejne 32 gole w ciągu czterech sezonów.
Wichniarkowi jednak znów zachciało się wielkiego futbolu, więc ponownie zawitał do Berlina. Zagrał, co prawda, w 19 spotkaniach, ale nie strzelił ani jednego gola. Wtedy zdecydował się na powrót do Polski, do Lecha. Klasa sportowa tego zawodnika jest z pewnością duża, ale warto zauważyć, że „Wichniar” ma już swoje lata i bliżej mu już do emerytury, niż do bram piłkarskiej Europy. Pogląd ten może się zmienić, ale Artur musi zacząć strzelać gole!
Joël Tshibamba to dla mnie piłkarz-zagadka. Niby coś tam umie, niby grał w Holandii, ale jednak w Lechu prezentuje się - delikatnie mówiąc – słabo. Kongijczyk był piłkarzem NEC Nijmegen i FC Oss. W kraju wiatraków jednak narobił sobie wrogów, więc zdecydował się na grę w lidze polskiej, by stopniowo odbudowywać swoją pozycję. Rundę wiosenną poprzedniego sezonu spędził w gdyńskiej Arce, gdzie w 12 meczach strzelił 5 goli. Dał się zapamiętać jako ten, który pogrążył Wisłę Kraków na jej terenie.
Zarząd Lecha uznał więc, że warto tego piłkarza mieć w Poznaniu. Wydano 250 tys. euro i Tshibamba jest w Lechu. Jak gra, każdy widzi. Czasem mam wrażenie, jakby Joël chciał samemu wygrać mecz. Na siłę szuka pojedynków 1 na 1, czy strzałów w sytuacjach, gdy inne rozwiązanie jest dużo korzystniejsze. Szalę goryczy przelała niewykorzystana sytuacja w meczu o Superpuchar z Jagiellonią, gdy Tshibamba nie potrafił ucelować do pustej bramki. Minęło jeszcze mało czasu, ale dla mnie to zdecydowanie transferowy niewypał.
Zupełnie inny jest, pozyskany z Korony Kielce, Jacek Kiełb. Zapłacono za niego tyle, co za Tshibambę i początkowo rzeczywiście wydawało się, że „Ryba” też nie będzie w Poznaniu potrzebny. Przełomowym momentem okazało się zawieszenie Sławomira Peszki na 3 mecze Ligi Europy, dzięki czemu piłkarz z Siedlec dostał szansę gry w pierwszym składzie. Szansę tę z pewnością dobrze wykorzystał. W dwumeczu z Dnipro walczył o każdą piłkę, swoją dynamiką prowokował Ukraińców do fauli. Był jednym z najjaśniejszych punktów w Lechu w tej rywalizacji.
Dzisiaj jeszcze nie umiem stwierdzić, czy był to dobry transfer. Jacek musi ciągle udowadniać, że Peszko wcale nie jest lepszy od niego. Tego powinien wymagać sam od siebie. Zaufał mu też Franciszek Sumda powołując na ostatnie zgrupowanie kadry, na którym jednak doznał kontuzji.
Na deser zostawiłem sobie najlepszy transfer tego lata w Lechu. Artjoms Rudnevs został naszym zawodnikiem juz prawie pod koniec tego okienka. Długo trwały targi między „Kolejorzem” a Zalaegerszegi. Węgrzy chcieli 1,1 mln euro, ale w zamian Łotysz mógłby grac w „Kolejorzu” w eliminacjach do Ligi Europy. Działacze Lecha woleli jednak poczekać i zapłacić mniej. W końcu targi stanęły na kwocie 650 tys. euro.
Jak na razie Rudnevs prezentuje się całkiem przyzwoicie. Musi jednak zdecydowanie poprawić skuteczność przy strzałach nogą, bo jak na razie z 3 goli 2 zdobył głową, a jedną skutecznie egzekwując rzut karny. W lidze węgierskiej był jednak wicekrólem strzelców, a ma dopiero 22 lata, więc i w Polsce może namieszać. Zwłaszcza, że już zaczyna pokazywać, że może być znaczącym ogniwem w ataku Lecha.
Przyszli: Artur Wichniarek (wolny transfer), Joël Tshibamba (Arka Gdynia), Jacek Kiełb (Korona Kielce), Artjoms Rudnevs (FC Zalaegerszegi)
Widać więc, że w Poznaniu postawiono niestety na oszczędności. Wydano jedynie 1 150 000 euro, przy uzyskanych wcześniej 4,5 mln. Sparta Praga mając budżet mniejszy od Lecha wydała 1,5 mln euro tylko na Marka Matejovski’ego. To powinno mówić samo za siebie. Prezesie, bez inwestycji nie ma zarobku!











Wrzesień 2nd, 2010 on 19:42
Płakać się chce jak patrzy się na skąpstwo pseudodziałaczy!
Wrzesień 2nd, 2010 on 22:53
Warto jednak zauważyć, że 4,5 mln za Lewandowskiego Lech dostaje w ratach. To oczywiście nie usprawiedliwia zarządu, ale patrząc na jego politykę transferowo-finansową wyjaśnia dlaczego takie transfery przy takim zysku za Roberta.
Wrzesień 3rd, 2010 on 08:23
te płatnosci w ratach to kolejna bajeczka zarzadu.
Borussia ktora nie wiem jaki ma budzet 50-60 mln euro płaci Lechowi ratami po 1 mln euro???
Badzmy powazni to kolejny blef… Borussia sprzedaje zawodnikow po 10 mln euro kupuje za tyle samo i myslicie ze bawia sie w jakies raty???
Szczerze watpie. Nasz zarzad kase juz dawno dostał tylko tak pierdoli jaki jest biedny….i wciska kity motłochowi:-)
Wrzesień 3rd, 2010 on 09:31
jakby kupili kogoś z 1-2 mln EURO to też rozłożyliby sobie na raty i spłacali z kasy za Lewego… pie…lenie i tyle
Wrzesień 3rd, 2010 on 10:26
Taka prawda niestety
Dla nas pilkarz z wyszkolony jest za drogi
Moim zdaniem Jacek kielb Jest zawodnikem potrzebnym walczy o kazda pilke jest naprawde dobry
Wrzesień 3rd, 2010 on 12:19
Przykład Wisły z poprzedniego sezonu potwierdza tylko zasadę, że każda drużyna musi być okresowo „przewietrzana”. Brak świeżej krwi powoduje spadek motywacji i inne czynniki powodujące spadek formy, co zresztą można już zauważyć.
Wrzesień 3rd, 2010 on 22:22
Zawsze za transfer płaci się w ratach,ale o tym się nie mówi,a co do LM,to od dawna się zastanawiam,czy polskie kluby faktycznie chcą tam grać,czy to tylko pic dla kibiców,aby żyli rozgrywkami? Natomiast dziwię się,że Wichniarek wrócił do Lecha,bo kiedy odchodził z Poznania,to powiedział,że już do Lecha nie wróci,chyba że go przeproszą dziennikarze,po tym jak jeden z nich napisał w poznańskiej: