Wariant z Jasminem nadal możliwy
dodał: buffu dnia kwi.22, 2010 21:39, kategoria Aktualności

Od bramki zaczyna się ustalanie składu, ale to ich zdobycie w meczu liczy się najbardziej. (fot. Cyran/Lech24.com)
W tej rundzie w lidze nie zagra na pewno Kuba Wilk, którego czeka jeszcze etap przejściowy w postaci występów w Młodej Ekstraklasie. Poza lewym pomocnikiem Kolejorza w tym sezonie na boisku nie zobaczymy jeszcze Grzegorza Kasprzika. Pozostali rekonwalescenci powoli rozpoczynają treningi i oczekują na zgodę lekarzy na powrót na boisko. Jednym z pytań dotyczących zdrowia jest pytanie o bramkarzy – kto w sobotę stanie na bramce Lecha.
Mimo wcześniejszych doniesień dotyczących stanu zdrowia Jasmina Buricia i jego niegotowości do gry, Bośniacki bramkarz pojedzie do Krakowa. Trener Jacek Zieliński zabiera w sobotę ze sobą dziewiętnastu zawodników, w tym aż trzech bramkarzy.
Do soboty jest 48 godzin i każda możliwość jest brana pod uwagę. Jasmin jest w kadrze meczowej. Medycyna zrobiła ostatnio takie postępy, że wszystko jest możliwe – mówi przed meczem szkoleniowiec Lecha.
Jednak poza Kotorowskim, Buriciem i Bieszczadem, który również znajdzie się w kadrze na mecz, na boisku może w razie ewentualności wystąpić trener golkiperów.
Do Krakowa biorę trzech bramkarzy i dodatkowo Paweł Primel czwarty. W każdej chwili można na niego postawić bez ryzyka, że coś się wydarzy. Mamy jeszcze czas na zgłoszenie Pawła do rozgrywek – żartuje Zieliński przed meczem.
Gotowy do gry jest Kotorowski, który jak przyznał już przed dwoma tygodniami, cały czas czeka na kolejna szansę i będzie starał się ją wykorzystać. Ta może już nadejść w tę sobotę.
- W meczu z Arką zagrał Kotorowski, zagrał dobrze i cieszymy się z tego. Bez względu na to kto, ważne, że będziemy mieli dobrego bramkarza - oceniał bramkarza trener Lecha.
Trener poznańskiego zespołu w obawie przed ewentualnymi kontuzjami nie zdecydował się na rozegranie meczu sparingowego w zeszłym tygodniu, aby zawodnicy byli cały czas „w grze”.
- Świadomie w ten weekend nie zagraliśmy meczu kontrolnego, bo nie chcieliśmy ryzykować jakiś urazów. Poza tym kilku narzekało na jakieś mikrourazy i je leczyło. Być może tej gry będzie brakowało – kończy trener.






